Każdy szanujący się fotograf ciągle się rozwija, szuka odpowiedzi na różne pytania, podgląda innych i ciągle się uczy. Dlatego też wczoraj, w Empicu w ręce wpadła mi tematycznie ciekawa książka autorstwa Billa Huntera.
Napisana w formie wymienionych ok stu porad / przykazań fotoreportera ślubnego. Niestety pisana w oparciu o doświadczenia innych — czołowych fotografów ślubnych a nie swoich. Ogólnie fajnie się czytało — zdjęcia zawarte w książce są autorstwa min. Joe Buissinka czy Jeffa Ascoughta — zdjęć autora z tego co zauważyłem brak.
Co mnie osobiście przykuło to tej pozycji? Napiszę wprost — Hollywood, Ameryka oraz przede wszystkim świadomy klient. Klient wiedzący czego chce, chcący najlepszych zdjęć, chcących w przyszłości pokazać swoim dzieciom, wnukom wspaniałe zdjęcia. Klient nie szczędzący pieniędzy na swoich własnych wspomnieniach. Klient dający rozwijać się swojemu fotografowi. Niestety u nas w Polsce prawda jest całkiem inna — fotograf wybierany jest jako ostatni, wybierany jest nieświadomie mało tego młoda para wybiera fotografa nie wiedząc po co on im potrzebny robiąc to “bo tak inni robią”, “bo wypada”. Jestem szczerze ciekawy kiedy to się u nas zmieni. Kiedy klient nie będzie oszczędzał na swoich wspomnieniach.
Nie będą pisał o wrażeniu boskości jakie odniosłem czytając tę książkę. Ale wspomnę to tym jaką siłę ma tam fotograf — nierzadko fotograf jest reżyserem uroczystości — no wiem, że to przesada i nigdy bym się na to nie zdobył. Ale podobało mi się to jak traktowany jest tam fotograf i co dzięki temu że młoda para nie ma fotografa za karę zyskuje.

O książce Billa Huntera można poczytać też pod tym adresem